Jeden dzień na Ponidziu

Jeden dzień na Ponidziu

wyróżnionetrasa 255.4 km 7 h
Wyświetl na mapie Pobierz GPX

Trudno nie zauważyć, że motocykliści, rowerzyści i turyści wyruszający z Krakowa najczęściej wybierają dwa kierunki. Najpopularniejsze pozostaje oczywiście południe, które przyciąga nie tylko krakowian, ale także spragnionych górskich widoków mieszkańców co najmniej połowy Polski. Oblężenie przeżywają także bliższe okolice Ojcowa, Wieliczki czy Puszczy Niepołomickiej. Im dalej jednak od miasta, tym ruch stopniowo się rozrzedza — aż w końcu niemal zanika.

Kierunek opisywany tym razem należy właśnie do tej drugiej kategorii. Oczywiście istnieją rejony jeszcze rzadziej odwiedzane przez turystów opuszczających dawną stolicę Polski, ale również tutaj można mówić o pewnej zagadkowej pustce.

A szkoda, bo — jak sami zobaczycie — jest to trasa wręcz obowiązkowa. Nie tylko dla motocyklistów i rowerzystów, ale właściwie dla każdego, kto lubi podróżować i odkrywać mniej oczywiste miejsca.

Wyżyna Miechowska, region lessów podkrakowskich, Garb Wodzisławski oraz dolina Nidy są wręcz nafaszerowane malowniczymi pejzażami, historią, zabytkami, wyjątkową przyrodą i ciekawostkami, o które można dosłownie potknąć się po drodze.

Plan trasy został przygotowany tak, aby większość punktów udało się zobaczyć w ciągu jednego dnia. Jest to jak najbardziej możliwe, choć na spokojne poznawanie regionu zdecydowanie warto przeznaczyć co najmniej kilka dni.

Naszą podróż rozpoczynamy w północnej części Krakowa i kierujemy się w stronę Raciborowic. Nie startujemy z centrum miasta, ponieważ chcąc zahaczyć choćby o część atrakcji fundowanych przez sam Kraków, najpewniej nie opuścilibyśmy jego granic tego samego dnia.

Same Raciborowice z pewnością zasługują na osobną wizytę. Tym razem warto jedynie rzucić okiem na stary młyn wodny oraz kościół św. Małgorzaty ufundowany przez Jana Długosza — postać, która jeszcze nieraz pojawi się na naszej trasie.

Kolejnym punktem wartym wspomnienia jest Wysołek Luborzycki i kolejna gotycka świątynia, której wcześniejsze wersje dwukrotnie padały ofiarą najazdów mongolskich. Od tego momentu czeka nas spokojna jazda przez podkrakowskie wsie ulokowane na tzw. lessach podkrakowskich. Działalność lądolodu, z którym związane są owe żyzne gleby, widoczna jest tu gołym okiem — zarówno w kolorze ziemi, rodzaju upraw, jak i samej rzeźbie terenu.

I choć kwestie geologiczne mogą wydawać się w kontekście trasy motocyklowej dość trywialne, w rzeczywistości mają ogromne znaczenie dla charakteru całego regionu. Dotyczy to zarówno działalności rzek, które są jednym z głównych elementów krajobrazu, procesów występujących na przedpolu lądolodu, jak i znacznie wcześniejszych epok niż plejstocen. Co najciekawsze — większość tych zjawisk i ich wpływ na rozwój obszaru pozostają widoczne do dziś.

Ponieważ nadal znajdujemy się w regionie zdominowanym przez lessowe osady, warto podkreślić, że ziemie te były wyjątkowo chętnie wybierane przez pierwszych przybyszów z południa jako miejsce do życia. Wyorywane i rozsiane po polach ślady wielowiekowej obecności człowieka nie są tu niczym niezwykłym. Ilość artefaktów, szczególnie z neolitu, epoki brązu i epoki żelaza, potrafi wręcz przytłaczać.

Wrocimowice

Mając na uwadze typowo rolniczy charakter regionu, nadal kierujemy się na północ. Spokojna i niemal pozbawiona ruchu jazda towarzyszyć nam będzie aż do Wrocimowic. Poza widocznym z daleka barokowym kościołem pw. św. Andrzeja miejscowość ta może kojarzyć się bardziej uważnym podróżnikom z jeszcze jednym elementem — a właściwie z konkretną postacią.

To właśnie stąd pochodził uwieczniony na obrazie Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem” chorąży krakowski Marcin z Wrocimowic. I to właśnie on podczas bitwy niósł główną chorągiew wojsk polskich.

Dzisiejszy obraz spokojnej wsi może wydawać się nieco zaskakujący w zestawieniu z historią tak znaczącego rycerza oraz faktem, że zarówno on, jak i jego syn podkreślali swoje związki z miejscowością, używając jej nazwy przy nazwisku. Rozbieżność tę łatwo wyjaśnić dzięki współczesnej technologii, a dokładniej prospekcji LiDAR.

Tuż za świątynią, na wzgórzu ukrytym pod gęstą roślinnością, znajdują się relikty średniowiecznego grodziska i pozostałości dawnego zamku. O historycznym znaczeniu tego miejsca przypomina również tablica pamiątkowa ustawiona przy skarpie oraz krzyż stojący na charakterystycznym cyplu wzgórza.

Ponieważ czas nas goni, tego typu ciekawostki najlepiej zostawić sobie na osobną wyprawę. Tym razem ruszamy dalej — w kierunku pola równie słynnej co Grunwald, choć znacznie późniejszej, bitwy pod Racławicami.

Racławice

Górujące nad Janowiczkami wzgórze kryje nie tylko Kopiec Tadeusza Kościuszki — który bardziej przypomina piramidę niż klasyczny kopiec — oraz szańce generała Tormasowa, ale również relikty dawnego zamku. To właśnie istniejące tam ziemne umocnienia ułatwiły późniejsze fortyfikowanie pozycji.

Choć dla większości odwiedzających najważniejszym punktem pozostaje pomnik Bartosza Głowackiego, warto zwrócić uwagę także na mniej znane miejsca znajdujące się dosłownie rzut kamieniem od monumentu. Mowa o mogiłach poległych, dworku w Janowiczkach oraz położonym po drugiej stronie ulicy domu człowieka przyzwoitego, Walerego Sławka — określanego mianem jednego z ostatnich polityków II Rzeczypospolitej kierujących się zasadami moralnymi.

Oczywiście warto byłoby również odwiedzić główną mogiłę kosynierów oraz krzyż znany z „Panoramy Racławickiej”, jednak podobnie jak wiele innych miejsc na tej trasie, najlepiej pozostawić je na osobną, spokojniejszą wycieczkę.

Wały

Po krótkim przystanku pod Racławicami kierujemy się w stronę pierwszego z licznych na trasie ścisłych rezerwatów przyrody. Nazwa rezerwatu „Wały” nie pojawia się tu przypadkiem, ponieważ tego typu formy ukształtowania terenu są dla regionu charakterystyczne. To właśnie ich południowa ekspozycja oraz budowa geologiczna, sprzyjająca szybkiemu nagrzewaniu się podłoża, sprawiają, że stanowią one wyjątkowo dogodne siedlisko dla roślinności stepowej, w tym wielu gatunków objętych ochroną, a także dla ciepłolubnych zwierząt.

Warto zaznaczyć, że charakterystyczne dla regionu formy rzeźby terenu, tzw. „wały”, choć powstałe w nieco inny sposób, mijaliśmy już wcześniej w okolicach wsi Zakrzów. Dla lepszego ich oglądu warto jednak kierować się główną drogą prowadzącą przez Błogocice, gdzie można im przyjrzeć się z szerszej perspektywy.

Po wspięciu się na wzgórze górujące nad doliną warto również odwiedzić jedną z nielicznych na północ od Krakowa wież widokowych w Dosłońcu. Jeśli przejrzystość powietrza nie pozwala na podziwianie gór, nie ma powodów do rozczarowania — malownicze pejzaże będą towarzyszyć nam aż do końca podróży. Aby było ich jeszcze więcej, kolejny odcinek trasy prowadzi przez falujące wzgórza.

Za Miroszowem zjeżdżamy na chwilę do doliny, by po krótkim odcinku znów wspiąć się pod górę w kierunku jednego z bardziej charakterystycznych miejsc na trasie. Mowa tu o kurhanie w Szczotkowicach — jednym z najbardziej okazałych obiektów tego typu w regionie, a być może i w całej Polsce. W tym miejscu warto podkreślić, że przemierzany obszar można z powodzeniem nazwać „regionem kurhanów”.

W rzeczywistości już podczas dotychczasowej trasy minęliśmy ich co najmniej dziesięć. I mowa tu wyłącznie o oficjalnie zidentyfikowanych obiektach, ponieważ pradziejowych mogił, które wciąż czekają na inwentaryzację, jest znacznie więcej. Do tego należy doliczyć te, które do dziś pozostają nierozpoznane lub zostały całkowicie zniwelowane. Tego typu stanowisk jest bardzo dużo i być może po raz pierwszy zostaną one szerzej opisane właśnie w serwisie 100KRK.

My jednak koncentrujemy się na wspomnianym już obiekcie kultury trzcinieckiej. Choć w internecie można znaleźć informacje, że kurhan przetrwał tysiąclecia w stanie nienaruszonym — mimo orki, erozji i ingerencji człowieka — bardziej szczegółowe źródła wskazują, że był on już badany, a jego obecna forma w dużej mierze wynika z prac rekonstrukcyjnych. Jedno pozostaje pewne: kurhan w Szczotkowicach stanowi nie tylko schronienie dla lisów i borsuków, które wykopały w zboczach kopca kilkanaście nor, ale również doskonały punkt widokowy z panoramą obejmującą pobliskie Działoszyce, charakterystyczną Górę Cybową oraz wzgórza w Bronocicach, które są naszym kolejnym celem.

Bronocice

Bronocice, położone tuż przy korycie Nidzicy, znane są przede wszystkim — a często wyłącznie — z rozległej osady pradziejowej, której badania przyniosły wyniki o wyjątkowym znaczeniu. To właśnie tutaj odkryto słynną „Wazę z Bronocic” z wyrytym na jej brzuścu przedstawieniem interpretowanym jako jeden z najstarszych wizerunków wozu kołowego. Dla upamiętnienia tego odkrycia na szczycie wzgórza ustawiono pomnik z tablicą pamiątkową „Praojcom i Archeologom”.

Choć samo odkrycie jest bez wątpienia przełomowe — naczynie datowane jest na okres 3635-3370 p.n.e. i przechowywane w Muzeum Archeologicznym w Krakowie, gdzie dla odwiedzających eksponowana jest jedynie jego kopia — tego typu znaleziska często stają się przedmiotem sporów o pierwszeństwo i interpretację.

Artefakt ten dość jednoznacznie pokazuje, że wyobrażenia o mieszkańcach Europy Środkowej jako społecznościach „zacofanych” w stosunku do Mezopotamii są, jak często bywa nieadekwatne. Niestety, tego rodzaju wiedza nadal przebija się do świadomości publicznej stosunkowo wolno.

Wzgórza bronowickie poza swoimi archeologicznymi „skarbami”, które wciaż czekają na odkrycie są również miejscem niezwykle malowniczym. Do samego celu — pomnika — docieramy krętymi drogami wcinającymi się w lessowe wąwozy. Część ich pierwotnego uroku została jednak utracona kilka lat temu, gdy większość lokalnych dróg pokryto asfaltową nawierzchnią. Ostatnim w pełni naturalnym traktem pozostaje droga od południa, jednak ze względu na charakter trasy tym razem ją pomijamy.

Działoszyce

Żegnamy się z wszechobecną w tym rejonie archeologią i kierujemy się do Działoszyc — miejscowości o bogatej historii. Dziś najważniejszym zabytkiem jest kościół ufundowany około 1220 roku przez Iwo Odrowąża, podobnie jak wiele innych świątyń z tego okresu w okolicach Krakowa, w tym także tych, które mijaliśmy na dzisiejszej trasie.

Wspomnieć należy również o ruinach dawnej synagogi. Wraz z rozpadającymi się obiektami tego typu stopniowo zanika pełniejszy obraz historii regionu. Warto podkreślić, że tzw. „miasteczka prywatne”, takie jak Działoszyce, były niegdyś zamieszkane w przeważającej mierze przez ludność żydowską. W 1820 roku miasto liczyło 1692 mieszkańców, z czego jedynie 436 było wyznania chrześcijańskiego. Sytuacja ta uległa dramatycznej zmianie podczas II wojny światowej, czego świadectwem są masowa mogiła oraz obelisk ufundowany w 50. rocznicę jej wybuchu.

Odwiedzając Działoszyce, warto również wspomnieć o manifestacji z 18 lutego 1918 roku, która stanowiła preludium do powstania Pierwszej Republiki Pińczowskiej — jednej z najbardziej rozpoznawalnych republik chłopskich, a jednocześnie wciąż stosunkowo mało znanej poza regionem. To jednak temat na osobny opis, który mógłby połączyć Insurekcję Kościuszkowską z Republikami Pińczowskimi. Drugi z tych wątków zresztą jeszcze da o sobie znać na dalszym odcinku trasy.

Grodzisko w Stradowie

Po kilkunastu minutach spokojnej jazdy pośród pól ponownie wjeżdżamy w sieć krętych, wąskich dróżek prowadzących do jednego z najciekawszych, a zarazem największych obiektów na naszej trasie. Wczesnośredniowieczne grodzisko Wiślan w Stradowie jest nie tylko jednym z najbardziej imponujących zabytków regionu, ale również największym grodziskiem w Polsce. Patrząc jednak wyłącznie na wały grodu właściwego, trudno od razu uświadomić sobie rzeczywistą skalę całego założenia.

Podobnie jak w przypadku dróg prowadzących przez wzgórza w Bronocicach, również tutaj w ostatnich latach zaszły wyraźne zmiany. Biała droga wijąca się u podnóża grodziska, dawniej pokryta charakterystycznymi kredowymi osadami, została w całości wyasfaltowana. I choć dawny trakt mógł sprawiać problemy zarówno mieszkańcom, jak i turystom — chociażby przez unoszące się tumany jasnego pyłu — to okolica, a szczególnie tzw. „krakowska Florencja”, utraciła część swojego pierwotnego charakteru.

Wątpliwej jakości infrastruktura związana z kosztownymi i modnymi dziś rewitalizacjami staje się niestety coraz częstszym zjawiskiem. Poza wejściem na wały grodziska warto zatrzymać się także na pobliskiej polanie, do której prowadzi wspomniana asfaltowa droga. Już sam przejazd lessowym wąwozem robi duże wrażenie, a z samej polany rozciąga się bardzo dobry widok na potężne skarpy grodu głównego. Krajobraz ten, podobnie jak wiele innych obiektów utożsamianych z dawną kulturą przedchrześcijańską, został jednak naznaczony wbitym w wały krzyżem.

W przypadku grodów wiślańskich jest to szczególnie zastanawiające, ponieważ według przekazu zawartego w legendzie „Żywot św. Metodego” chrześcijaństwo dotarło nad górny bieg Wisły znacznie wcześniej niż nad Wartę. Zgodnie z tym przekazem pierwszy chrzest na terenach dzisiejszej Polski miał zostać przyjęty przez Wiślimira już około 880 roku.

Niezależnie jednak od tego, czy opowieść o chrzcie Wiślan jest faktem historycznym, czy jedynie legendą, potrzeba piętnowania wcześniejszych form kultury i symbolicznego „oznaczania” przestrzeni jako zwycięstwa nad dawną religią wydaje się dziś coraz bardziej anachroniczna. Tego typu praktyki powinny raczej odejść w zapomnienie.

Wiślica

Zostawiamy za sobą grodzisko i kierujemy się w stronę równie ważnego i równie starego założenia jakim jest Wiślica. Po drodze do prawdopodobnej stolicy Państwa Wiślan mijamy jeszcze kilka intresujących obiektów. Wzgórze Zawinnica zbudowane jak większosć okolicznych wzniesień z margli kredowych wybierane było na siedziby ludzkie już przez przedstawicieli kultury ceramiki wstęgowej rytej, czyli pierwszych przybyszy z południa. W sąsiedztwie odnotowano również osady późniejsze, kultury pucharów lejkowatych, ceramiki sznurowej, pucharów dzwonowatych, kultury mierzanowickiej, trzcinieckiej, przeworskiej i nieco wcześniejszej bytności Celtów. I to zewzgledu na osadnictwo tych ostatnich i szereg odkryć z nimi związanych pojawia sie tak rozległy opis lokalizacji i poruszenie kwetsii mało z motocyklizmem związanych.

Na zboczu wzgórza znajdziemy takze kolejne grodzisko, któe stanowi prawdoopodobnie pozostałościu po zamku Władysława Łokietka.

My jednak ze wzgórz kiedujemy się dalej do doliny Nidy i położonego u brzegów rzeki Wiślicy - ośrodka będacego przez wiele lat najmniejszym miastem w Polsce. W tym miejscu warto jednak uspokoić podrózników, konkurenta który przejął to zaszczytne miasto znajdziemy niespełna 14 minut drogi od Wiślicy. Zresztą znacząca utrata wpływów i częściowo ludnosci przez osrodku miejskie jest w tym regionie powszechna. I tylko na podstawie tego typu degradacji można byłoby wyznaczyć zupełnie odręgną trasę.

Dziś Wiślicę można określić wsią z własną bazyliką. I to nie byle jaką, Bazylika kolegiacka Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Wiślicy jest jednym z najstarszych i najlepiej zachowanych zabytków gotyckich tego typu w Polsce. Tuż obok znajduje się także zabytkowy, gotycki Dom Długosza, który to Jan jak informowaliśmy będzie sie pojawiał na trasie dosyć często.

Materialne przejawy późnego średniowiecza jak to zazwyczaj bywa stoją na fundamentach swcyh poprzedników. I w przypadku Wiślicy i szczególnie wspomnianej bazyliki jest to szczególnie widoczne. Otóż kolegiata została posadowiona w miejscu dwóch starszych światyń romańskich i co wazne ich relikty mozemy od niedawna zobaczyć dzieki Muzeum Archeologicznemu w Wiślicy, do któego wejście znajduje się po przeciwnej stronie budynku. Można uznać że trasa zwiedzania stanowi drobną namiastkę podziemnej trasy w Luwrze i na pewno warto ją odwiedzić.

Niezależnie od tego czy uda się Wam okrążyć fundamenty kolegiaty, czy odwiedzimy muzeum przeniesione zostaną na innyh czas, my cofamy się z pełnego średniowiecza jeszcze dalej i kuerujemy się na wyspę grodziskową. Poza dość oczywistym przeznaczeniem wcześniodiowiecznego założenia warto wskazać żę grodzisko stanowi pierwsze spotkanie z najbardziej charakterystycznymi dla tego etapu wycieczki elementami. A chodzi o gipsy z których zbudowane są wzniesienia w dolinie nidy. Tuż przy wejściu na grodzisko znajdziemy okazałą kopułę gipsową z dobrze widocznymi szablastymi kryształami, stanowiacą samą w sobie chroniony pomnik przyrody.

Dolina Nidy

Gipsy szablaste będą odtąd towarzyszyć nam aż do głównego punktu trasy. Kolejne wychodnie tych charakterystycznych formacji geologicznych odnajdziemy m.in. w pobliskim Chotlu Czerwonym oraz w rezerwacie przyrody Przęślin. Nie są to może miejsca, które od razu przyciągają uwagę monumentalnością, jednak zdecydowanie warto je odwiedzić, by przekonać się, jak niezwykle różnorodna potrafi być natura tego regionu. Po tej trasie nawet zwykłe łatanie dziur gipsem nie będzie już takie samo.

Dalszy odcinek prowadzi przez krajobraz będący jednym z najbardziej charakterystycznych dla tej części województwa świętokrzyskiego — pełen wzgórz, krasowych dolin i jaskiń. Jaskinia Skorocicka, którą odwiedzamy po drodze, jest tego najlepszym przykładem. To najdłuższa jaskinia gipsowa w Polsce, a zarazem jeden z najcenniejszych obiektów przyrodniczych regionu. Co więcej, na terenie tego samego rezerwatu znajduje się ich łącznie aż 26.

Ucieczka od parków krajobrazowych i rezerwatów przyrody na tej trasie jest zresztą praktycznie niemożliwa. Zaledwie minutę drogi od rezerwatu Skorocice znajduje się rezerwat Winiary Zagojskie, a kolejne kilka minut dalej — obszar dokumentacyjny w Siesławicach. Docierając do Buska-Zdroju, które już samą nazwą podkreśla swoje związki z lokalnymi walorami przyrodniczymi i wodami mineralnymi, skręcamy na zachód, by odwiedzić następny pomnik przyrody.

Sosna na szczudłach

Sosna na Szczudłach w Wełeczu wyróżnia się charakterystycznym, odsłoniętym systemem korzeniowym. Sprawia to wrażenie, jakby od pnia tego niezwykłego drzewa wyrastały nie korzenie, lecz odnóża, na których za chwilę miało ruszyć w swoją stronę.

Oczywiście tego typu nietypowe formy są w dużej mierze efektem działalności człowieka — i nie inaczej jest również w tym przypadku. Nienaturalne odsłonięcie korzeni drzewa wiąże się bowiem z dawnym pozyskiwaniem piasku przez okoliczną ludność.

Chroberz

By osiągnąć docelowy punkt trasy, naturalnym wyborem byłoby pokonanie krótkiego odcinka drogą 767. Dotychczasowa podróż przyzwyczaiła nas jednak zarówno do malowniczych krajobrazów, jak i znikomego ruchu. Chcąc utrzymać ten charakter trasy, skręcamy na południe i kierujemy się w stronę Chrobrza. Po okrążeniu rezerwatu Skotniki Górne — tym razem od zachodu — ponownie przekraczamy Nidę i wspinamy się na wzgórze ostro podcięte przez wody rzeki.

Chroberz, do którego docieramy, podążając w górę biegu Nidy, tradycyjnie wiązany jest z Bolesławem Chrobrym. Według lokalnych przekazów władca miał wznieść tutaj zamek podczas powrotu z wyprawy kijowskiej. I rzeczywiście — w miejscowości odnaleźć można zarówno dawne grodzisko, jak i relikty zamku, pod którym, co ciekawe, ciągnąć mają się liczne podziemne tunele.

Nie jest to zresztą wyłącznie jedna z wielu lokalnych legend charakterystycznych dla tego typu miejsc. Istnienie podziemnych chodników znajduje częściowe potwierdzenie w źródłach i relacjach mieszkańców, choć skala oraz stan zachowania tych struktur pozostają zagadką. Ich dokładniejsze badanie mogłoby się okazać przedsięwzięciem równie fascynującym, co ryzykownym.

Poza średniowiecznymi obiektami Chroberz oferuje również znacznie młodsze zabytki. Znajdziemy tu m.in. Pałac Wielopolskich otoczony rozległym parkiem krajobrazowym, a także zabytkowy późnogotycki kościół, będący jednym z ważniejszych elementów lokalnego dziedzictwa architektonicznego.

Pośród wzgórz, wąwozów i baroku

Zostawiamy za sobą Chroberz i kierujemy się dalej w stronę Mozgawy. Na rozstaju dróg, do którego dotarliśmy od południowego wschodu — prowadzącym na południowy zachód do odwiedzonych już Działoszyc oraz na północ, w kierunku Pińczowa, będącego naszym docelowym punktem — warto zatrzymać się na chwilę.

Na stosunkowo niewielkim obszarze znajduje się bowiem wiele interesujących miejsc. Znajdziemy tu przede wszystkim okazały Pomnik Republiki Pińczowskiej, upamiętniający zryw okolicznej ludności i przypominający o wcześniejszych próbach wyzwolenia się spod okupacji, charakterystyczną Byczowską Górę, której strome zbocza należą do najbardziej rozpoznawalnych elementów lokalnego krajobrazu, a także zespół licznie występujących w tym miejscu przydrożnych figur barokowych, które zapewne zdążyliście już zauważyć podczas trasy. Nie brakuje tu również imponujących wąwozów lessowych w Bugaja i Mozgawie.

My proponujemy, po zapoznaniu się z wybranymi elementami tego obszaru, przejechać właśnie przez ten drugi. Niestety, podobnie jak w przypadku wcześniej omawianych Bronocic czy Stradowa, również ten niezwykle charakterystyczny trakt nie uszedł uwadze włodarzy, którzy z dużą konsekwencją asfaltują i betonują kolejne fragmenty dawnych dróg.

Pomimo kontrowersji związanych z wyłożeniem dna wąwozu betonowymi płytami, lessowe zbocza, ich wysokość oraz nachylenie wciąż robią duże wrażenie.

Pińczów

Ze względu na ograniczenia czasowe nie zatrzymujemy się i kierujemy się w stronę Pińczowa. Grzbiet Garbu Pińczowskiego, rozciągający się na długości około 60 km aż po okolice Pacanowa — „tam, gdzie kozy kują” — stanowi znakomity punkt widokowy na dolinę Nidy i dalsze okolice.

Świadomi tego byli również dawni władcy tych terenów, wznosząc na jego zboczach okazały zamek oraz manierystyczną Kaplicę św. Anny. Niestety, z niegdyś jednej z najokazalszych siedzib możnowładczych w Małopolsce nie pozostało praktycznie nic. Forteca nie uległa jednak zniszczeniu w wyniku najazdów, lecz została rozebrana na mocy decyzji Elżbiety Wielkopolskiej. Poza pawilonem ogrodowym i fragmentami murów nie zachowały się właściwie żadne relikty zamku.

Na szczęście wspomniana Kaplica św. Anny przetrwała zniszczenia i dziś należy do najbardziej charakterystycznych punktów całej trasy. Do niedawna wjazd na wzgórze był ograniczony znakiem zakazu, jednak podczas ostatnich wizyt nie był on już tam obecny, dzięki czemu można dotrzeć bezpośrednio pod samą kaplicę, nie naruszając przepisów.

W samym Pińczowie również znajduje się wiele ciekawych zabytków i miejsc wartych uwagi. Należą do nich dawne klasztory Paulinów i Franciszkanów, pałac Wielopolskich, Stara Synagoga, tzw. „Dom Ariański” oraz kilka mniejszych obiektów. Architektura miasta — wynikająca z jego prywatnego charakteru (podobnie jak w przypadku Działoszyc) oraz silnych wpływów włoskiej kultury i sztuki, a także dostępności lokalnego budulca — sprawia wrażenie bardziej śródziemnomorskiej niż typowo polskiej. Należy jednak podkreślić, że późniejsze, powojenne przekształcenia przestrzenne w znacznym stopniu ten obraz zatarły.

Kierując się z Pińczowa w stronę kulminacji Garbu Pińczowskiego, na którego szczycie znajduje się kolejne grodzisko oraz rezerwat o tej samej nazwie - Skowronno, mijamy niepozorną wieś Kopernia. Choć dziś jest to miejscowość licząca około 300 mieszkańców, na kartach historii zapisała się w sposób szczególny — przynajmniej w kontekście serwisu 100KRK.

To właśnie tutaj, 5 czerwca 1257 roku, Bolesław Wstydliwy wydał przywilej lokacyjny dla Krakowa. Oczywiście Kraków jako ważny ośrodek administracyjny i gospodarczy istniał już od setek lat, jednak fakt ten pozostaje niezmiennie istotnym punktem w jego historii.

Pińczowski wieloryb

Okoliczne zabytki oraz świetne punkty widokowe z cypla, na którym posadowiona jest Kaplica św. Anny, a także z Grodziska Skowronno oraz z punktów widokowych ulokowanych na Garbie Pińczowskim pomiędzy wspomnianymi lokalizacjami, to jednak nie wszystko, co oferuje ten obszar.

Wapienie pińczowskie, które w znacznej mierze budują Garb Pińczowski oraz inne okoliczne wyniosłości, od setek lat stanowiły pożądany materiał budowlany. To właśnie w Pińczowie działali włoscy mistrzowie, w tym Santi Gucci, którzy przyczyniali się do upiększania polskich ziem. W okresie renesansu Pińczów był najważniejszym ośrodkiem kamieniarskim w Polsce. Śladem tej historii są m.in. nazwy miejscowości w okolicy, odnoszące się do tej tradycji, jak choćby „Włochy”.

Miękki wapień litotaminowy doskonale sprawdza się nie tylko jako materiał łatwy w obróbce, ale także jako nośnik i „archiwum” dawnych form życia. To właśnie w nim odkryto trzy okazy waleni z rodziny Cetotheriidae. Choć kompletny szkielet Pinocetus polonicus znajduje się w Muzeum Geologicznym w Kielcach, warto w tym miejscu wspomnieć również o mniej znanych znaleziskach. Aby jednak nie odchodzić zbyt daleko od sielskich krajobrazów i tematyki serwisu 100KRK, w tym przypadku odsyłamy bezpośrednio do zewnętrznych źródeł: https://echodnia.eu/swietokrzyskie/co-stalo-sie-z-wielorybem-z-pinczowa-firma-won-chamie-splaj/ar/c7-16423577

Imielno i Pasek

Po zapoznaniu się z atrakcjami Pińczowa kierujemy się dalej na północ, do Imielna. Punkt ten został obrany nie tylko ze względu na znajdujący się w miejscowości kościół o romańskiej metryce i zachowane detale z tego okresu, ale także z uwagi na rozciągające się stąd widoki na deltę Nidy oraz malownicze pejzaże, które towarzyszą nam w drodze powrotnej na południe.

Przemierzając region Garbu Pińczowskiego i Garbu Wodzisławskiego, nie sposób nie wspomnieć o jego dość charakterystycznych mieszkańcach. Mowa tu m.in. o znanym w całej Polsce wichrzycielu i pamiętnikarzu epoki baroku, Janie Chryzostomie Pasku.

Choć ów szlachcic pochodził z Mazowsza, to właśnie w tych okolicach — w kościele św. Jakuba Starszego w Mieronicach — w 1667 roku wziął ślub z Anną Remiszewską-Łącką i spędził znaczną część swojego życia. To tutaj dzierżawił Miławczyce i Bieglów, objął (za sprawą żony) wieś Smogorzów oraz zakupił Skrzypiów i Zakrzów.

My, starając się uchronić przed banitą, kierujemy się dalej na południe. Po drodze wart odnotowania jest m.in. Pałac Deskurów w Sancygnowie oraz znajdujące się po przeciwnej stronie grodzisko i towarzysząca mu osada. Ze względu na stan zachowania obiektów oraz brak możliwości zwiedzania, tym razem obieramy pobliską, ale mniej uczęszczaną drogę.

Zarezerwowane dla nielicznych

Po kilkunastu minutach docieramy do podnóża Cybowej Góry — jednego z najbardziej charakterystycznych wzgórz w okolicy, przypominającego nieco Garb Pińczowski w miniaturze. Górę tę oraz towarzyszące jej zapadlisko, przywodzące na myśl dolinę Nidy podcinającą wspomniany garb, mieliśmy już okazję oglądać z odwiedzanego wcześniej kurhanu w Szczotkowicach.

Przyglądając się jej z bliska, nie sposób nie zauważyć margli kredowych, z których zbudowana jest Cybowa Góra. Podobnie jak w przypadku wapieni pińczowskich, stanowią one doskonały nośnik historii geologicznej regionu i są wręcz „naszpikowane” różnego rodzaju skamieniałościami: amonitami, koralowcami, jeżowcami, belemnitami i gąbkami. Ich liczba oraz stopień zachowania wyraźnie przyciągały amatorów paleontologii, którzy — sądząc po pozostawionych śladach — dość często odwiedzają to miejsce, niestety w sposób prowadzący do degradacji chronionego obszaru poprzez rozkopywanie zboczy góry kilofami. Ślady tych ingerencji są na tyle wyraźne, że widoczne są nawet w danych LiDAR.

Po minięciu Cybowej Góry kierujemy się w stronę Gór Miechowskich, mijając kolejno rezerwat Grzemałów, obszar Natura 2000 Kalina–Lisiniec, miejscowość Kalina Mała oraz przejeżdżając przez jeden z ulubionych odcinków rowerzystów — rejon Sławic Duchownych.

Powrót na lessy

Zjeżdżając z Garbu Wodzisławskiego oraz Gór Miechowskich, kierujemy się na jeden z ostatnich punktów trasy — romański kościół św. Jana Chrzciciela w Prandocinie. W drodze powrotnej do Krakowa warto zwrócić uwagę również na ruiny synagogi w Słomnikach, Pałac Wodzickich w Niedźwiedziu oraz mijany dwór w Goszczy.

Oczywiście miejsc i punktów, które zapisały się w historii Polski lub regionu, jest na tej trasie znacznie więcej — nie sposób byłoby choćby pobieżnie odwiedzić je wszystkie w ciągu jednego dnia. Wracamy więc w kierunku punktu startowego, ponownie mijamy Raciborowice, tym razem wjeżdżając do nich od północy, i kończymy naszą podróż, przekraczając granicę Krakowa.

Podsumowanie

Niezależnie od tego, czy omawianą tu trasę macie już za sobą, czy widzicie ją po raz pierwszy, na pewno rzuca się w oczy liczba oraz zróżnicowanie atrakcji rozmieszczonych wzdłuż jej przebiegu. Oczywiście są to jedynie wybrane miejsca, mające stworzyć pewnego rodzaju kolaż regionu. Znajdują się tu zatem wąskie wiejskie dróżki prowadzące przez pola i lasy, stanowiska archeologiczne, kurhany, kopce, pradziejowe i nieco późniejsze grodziska, romańskie i gotyckie kościoły, stanowiska geologiczne, rezerwaty przyrody, margle i gipsy, a także pałace, dworki, wzgórza i wąwozy.

To swoisty misz-masz, przez który — choć da się go przejechać w jeden dzień — zdecydowanie zasługuje na znacznie większą uwagę. Z tego powodu z pewnością pojawią się osobne trasy poświęcone poszczególnym zagadnieniom, takim jak szlak kościuszkowski, Republika Pińczowska czy diaspora żydowska. Tym bardziej że prezentowana trasa w znacznej mierze pomija zarówno Płaskowyż Proszowicki, jak i Nieckę Solecką oraz Połaniecką. Nawet wariant poświęcony najciekawszym wychodniom margli kredowych, z uwzględnieniem zalegających w nich typów skamieniałości, mógłby być interesującym — choć oczywiście niszowym — tematem osobnej wycieczki.

Pomijając jednak tę bardziej specjalistyczną tematykę, warto podkreślić, że każda ścieżka i droga w tym regionie oferuje odmienne krajobrazy, które zdecydowanie warto zobaczyć. Dlatego jeszcze raz zachęcamy do odwiedzenia tych terenów, a na ten moment żegnamy się z Wami.