Tajemnice Góry Buczyna
Bukowe lasy pokrywające Garb Tenczyński oraz przecinające go zapadlisko tektoniczne Rowu Krzeszowickiego to dobrze znany i chętnie odwiedzany kierunek pieszych wędrówek, rowerowych oraz motocyklowych przejażdżek. Choć okolice te od lat przyciągają turystów, tuż poza popularnymi szlakami wciąż kryją wiele nieznanych, zapomnianych lub — w najlepszym przypadku — pomijanych ciekawostek.
Pierwsze promienie przedwiosennego słońca zachęciły mnie do kolejnej wizyty w tej okolicy — od Zabierzowa, przez Morawicę i Krakowską Szwajcarię, aż po Zamek Tenczyn w Rudnie. Lub, jak niektórzy go określają, Zamek Rudno w Tenczynku.
Przy zamku o skarbach
Zapewne ta przejażdżka oraz wykonane przy tej okazji fotografie zwróciły uwagę złowieszczych algorytmów, które podsunęły mi kanał jednego z tak zwanych poszukiwaczy oraz jego świeży materiał poświęcony okolicom zamku.
Tym razem moją uwagę przyciągnęły jednak nie średniowieczne dzieje zamku i jego okolic, lecz czasy znacznie wcześniejsze. To właśnie z nimi wiąże się znalezisko wspomnianego już detektorysty, który na zboczach zamku odnalazł wykonany z brązu grot.
Kto przeglądał okolicę wzgórza zamkowego na mapach, lidarze, a jeszcze lepiej widział ją na żywo, ten wie, że jest to bardzo atrakcyjna lokalizacja, szczególnie pod względem obronnym. Strome stoki, idealny punkt widokowy na kierunku południowym i wschodnim oraz jedyna godna uwagi droga prowadząca płaskim szczytem wzgórza zdatnym do zasiedlenia.
A zatem idealne miejsce do ulokowania na nim pradziejowego lub wczesnośredniowiecznego grodu, który ze względu na brak źródeł w naszej rzeczywistości również można nazwać “pradziejowym” ;)
Tak czy owak, w tej błogiej układance brakuje jednego niezwykle ważnego czynnika: wody.
O ile okolice zamku do dziś stanowią rejon podmokły, a lasy poprzecinane są drobnymi ciekami wodnymi, nie jest to widok typowy dla okolic znaczniejszych i bardziej ludnych grodów i osad.
Oczywiście teren i warunki hydrologiczne zmieniały się na przestrzeni lat, szczególnie że właściciel włóczni żył zapewne ponad 4500-5000 lat temu, ale wciąż jest to widok dość nietypowy.
Dość zasadne w takiej sytuacji jest pytanie o inne miejsce, które mogło przyciągać właścicieli narzędzi o ostrych czubkach. Jeśli nie na czubku “wulkanu”, to gdzie?
Materiał opublikowany w sobotni wieczór przez poszukiwacza oraz odnaleziony przez niego artefakt może nie zaskoczyły mnie, ale z pewnością zmobilizowały do odwiedzenia jednego z punktów, które zaznaczyłem na mapie już wiele lat temu.
Jak to jednak często bywa, codzienne sprawy z roku na rok odkładały tę osobistą wizytę. Ostatecznie, chcąc nie chcąc, z planu na „kiedyś” zrobiło się ponad 25 lat oczekiwania.
W kalendarzu przybyło lat, ale w tym czasie pojawiły się również nowoczesne technologie pozwalające lepiej przyjrzeć się domniemanemu obiektowi: LiDAR lotniczy i ten bardziej “przyziemny”, drony, kamery.
Ruszony materiałem, już kolejnego dnia ponownie odwiedziłem okolicę Krzeszowic, by przyjrzeć się miejscu, które, podobnie jak opisywane w serwisie wzgórze w Rusocicach, nie widnieje w znanej mi literaturze, na mapach ani w wynikach wyszukiwania w sieci.
A mowa tu o usytuowanej w Tenczynku Górze Buczyna i porastającym jej szczyt lesie o tej samej nazwie, złożonym, jak można się domyślać, głównie z Buczyny Podkarpackiej.
Wzgórze Buczyna, którego szczyt wznosi się na wysokość 330 m n.p.m., choć nieszczególnie popularne, o czym świadczy stan poprowadzonych przez nie licznych ścieżek, stanowi obiekt niezwykle ciekawy.
Oczywiście, ze względu na poruszane uprzednio kwestie w kontekście znaleziska i tematyki wpisu, najważniejsze jest położenie tuż nad brzegami dwóch znaczących dopływów Krzeszówki, tj. z południa Olszówki i ciągnącej się od zachodu Dulówki. Ich wody tworzą w okolicach Rudawy, wraz z kolejnym dopływem, rzekę, której przedstawiać krakowianom z reguły nie trzeba.
W okolicy i obrębie samego wzgórza warto odnotować nie tylko rozwidlenia wspomnianych potoków, ale także znacznie późniejszą działalność związaną głównie z górnictwem. Jest to bowiem rejon nie tylko niezwykle ciekawej, aktywnej, ale i dla wielu zaskakującej eksploatacji węgla kamiennego i skały wapiennej.
Browar Tenczynek
Góra Buczyna poprzecinana jest zatem nie tylko ścieżkami i szybami górniczymi, ale także lejami krasowymi i tunelami drążonymi na potrzeby ulokowanego tuż przy wzgórzu Browaru Tenczynek.
O tym ostatnim zapewne jeszcze nie raz wspomnę, gdyż tenczyński zakład może się pochwalić niezwykle długą i bogatą historią. I wcale nie chodzi tu o ekscesy związane z jego relatywnie świeżymi właścicielami.
Poza drobnymi studniami i szczelinami, będącymi obiektami zainteresowania grotołazów, którzy bez zbytecznego rozgłosu eksplorują niezewidencjonowane pieczary, warto wskazać na obiekty dość dobrze widoczne i – można by rzec – dostępne dla każdego. Jest to jednak dostępność pozorna, gdyż stan obiektów zagraża bezpośrednio życiu ewentualnych wizytatorów.
Chodzi o wlot jednej ze sztolni nieistniejącej już kopalni oraz częściowo zawalony tunel, lub też kawernę, stanowiącą najpewniej północny wylot piwnic drążonych na potrzeby wspomnianego już browaru i leżakowania wyprodukowanego przez nią złotego płynu.
Z jednej strony, niechcąc specjalnie rozwijać tematyki górnictwa w rejonie wzgórza, a z drugiej nie mogąc pominąć kwestii wspomnianej powyżej kopalni, dodam, że pod terminem „nieistniejącej kopalni” kryją się praktycznie trzy kopalnie funkcjonujące po sąsiedzku: Adam, Kmita oraz Tenczynek. A doliczając do tego Kopalnię Katarzyna, położoną „rzut kamieniem” od wspomnianej trójcy, należy uznać, że region ten wcale nie był tak spokojny jak dziś.
Tematyka wspomnianych obiektów, jak i całego Szlaku Dawnego Górnictwa, to historia nie tylko na osobny rozdział, ale i wpis.
Po tym dość długim i równie chaotycznym wstępie czas na krótkie podsumowanie i wspomnianą już we wpisie o Rusocicach wyliczankę składników na murowaną fortalicję.
Dostęp do wody, lokalizacja wykazująca ponadprzeciętne walory obronne oraz możliwość kontrolowania szlaków komunikacyjnych to przepis na udane, wręcz murowane grodzisko.
Pierwszy składnik, a dokładnie dogodne warunki hydrologiczne, mamy już przygotowany. Trudno bowiem o lepszą lokalizację niż wzgórze otoczone od dwóch stron przez wartkie wody potoków.
A skoro wzgórze, to z założenia można domniemywać, że miejsce stanowi dogodne miejsce do obserwacji i kontroli okolicy, a także prowadzenia obrony w razie ataku.
W przypadku Góry Buczyna już wizyta w okolicy Krzeszowic ukazuje jej potencjał. Jest to bowiem wzgórze, jak na okoliczne warunki, dość wybitne i samotne. Co prawda tuż obok od wschodu graniczy ono ze szczytem Ponetnicy, ale jest to wzgórze nieporównywalnie mniejsze i jedynie podkreśla walory Buczyny, tworząc pomiędzy nimi niewielką przełęcz. Przez którą dzisiaj wiedzie ul. Kasztanowa i od której strony prowadzi najdogodniejszy szlak na wierzchołek Buczyny. Zatem Ponetnica zamiast zagrażać obrońcom ewentualnego grodziska, jedynie ułatwia im obronę.
Oczywiście położenie Góry Buczyna pośrodku Rowu Krzeszowickiego, tuż przy ciekach wodnych i wylocie co najmniej czterech głębokich dolin, w tym od północy Doliny Eliaszówki, Doliny rzeki Czernka oraz Miękini, a od południa co najmniej Doliny Rzeki Rudno, wskazuje na doskonałe możliwości kontrolowania ciągów komunikacyjnych, handlowych oraz utrudniania przemarszu grup zbrojnych. Wszyscy bez wyjątku potrzebują wody, a wspinaczka pod górę wymaga wysiłku i nie zawsze jest możliwa. Dlatego, aby utrudnić poruszanie się dolinami i wzdłuż cieków wodnych, naturalnym wyborem na siedzibę jest właśnie Góra Buczyna.
Tego typu wnioskowanie, położenie i widoczne gołym okiem cechy wzgórza wskazują je jako doskonałe miejsce do założenia osady obronnej, grodu lub fortalicji. A wspomniane wcześniej zdobycze technologii tylko tę sprawę ułatwiają.
Po zajrzeniu z pomocą LiDAR-u pod korony drzew już na pierwszy rzut oka widać, że wszystkie wspomniane cechy najwidoczniej nie uszły uwadze znacznie starszych wycieczkowiczów. Zresztą już na widoku obejmującym obszar od niziny nadwiślańskiej na wschodzie po Dolinę Górnej Wisły na zachodzie, Góra Buczyna rysuje się jako obiekt strategiczny.
A jej cień dorównuje temu rzucanemu przez wspomnianą już kilkukrotnie Górę Sokola w Rusocicach, która, jak można przypuszczać, również skutecznie zachęciła przodków do założenia grodu, Górę Grodzisko w Tyńcu czy zrąb tektoniczny Kajasówka, który choć najbardziej wyróżnia się na mapie, to śladów większych założeń obronnych na nim nie widać - przynajmniej nie na pierwszy rzut oka i nie dla mnie.
Przyglądając się tytułowej górze z bliska, brak odnotowania na niej stanowisk archeologicznych aż zastanawia. I jest to przypadek zbieżny z wałkowanymi już Rusocicami. Choć są to jedne z najbardziej wyróżniających się punktów na mapie zachodniej Małopolski, poza oczywiście Doliną Prądnika i Bolechowicką, i posiadają w swych kulminacyjnych punktach wyraźne elementy, które można utożsamiać z wałami obronnymi, brak odnotowania tych punktów zarówno w podstawowych opracowaniach, na mapach, w serwisach tematycznych, czy wynikach wyszukiwania.
W przypadku Buczyny, poza świeżymi nasadzeniami i nieodzowną działalnością rolniczą, tuż przy najbardziej stromym, otoczonym od południa, zachodu i północy cyplu, widać wyraźne wypłaszczenie, wały je otaczające, a przy samym czubku cypla - spodziewaną drugą linię anomalii.
Poza zapewne naturalnymi osuwiskami widocznymi na modelu LiDAR uwagę zwracają również głębokie rozcięcia terenu, przecinające wzdłuż i wszerz obszar domniemanej fortalicji. Skoro są wyraźnie widoczne na LiDAR-ze, trudno byłoby ich nie zauważyć także w terenie.
W znacznej mierze są to zapewne pozostałości intensywnej działalności górniczej prowadzonej w tym rejonie, a dokładnie jej negatywnego wpływu. Trudno jednoznacznie stwierdzić bez szczegółowej analizy dokumentacji, czy część z tych form mogła zostać wykorzystana podczas I lub II wojny światowej jako elementy umocnień bądź stanowiska oporu. W najbliższej okolicy obiektów o charakterze obronnym związanych z obydwoma konfliktami jest przecież wyjątkowo wiele.
Warto wspomnieć, że położone na północ, najpewniej wczesnośredniowieczne grodzisko na Bartlowej Górze w Czatkowicach, podczas „potopu szwedzkiego” miało zostać wykorzystane przez przybyszów z północy. Być może to właśnie Szwedom zawdzięcza ono swój obecny, wyraźny i charakterystyczny kształt.
Niewykluczone, że również wzgórze Buczyna zawdzięcza większość widocznych dziś śladów właśnie temu okresowi. Jeśli nie wszystkie, to przynajmniej część z nich. Posiadanie drugiego, wysuniętego bardziej na południe obozu — choćby w formie punktu obserwacyjnego — wydaje się rozwiązaniem logicznym i zgodnym z ówczesną sztuką wojenną. Jednocześnie sam wierzchołek cypla oraz zachowane tam formy terenowe nie do końca odpowiadają typowym założeniom z tego okresu.
Czy wyraźnie odseparowany cypel wzgórza jest wyłącznie efektem późniejszych szkód górniczych, czy też kryje relikty wcześniejszej działalności człowieka, trudno dziś jednoznacznie rozstrzygnąć. Wypadałoby jednak zajrzeć choćby do mało zachęcającego, głębokiego rowu i poszukać na wapiennych ścianach śladów, które mogłyby rzucić więcej światła na jego pochodzenie.
Niezależnie od pochodzenia tych form, walory obronne tego miejsca są trudne do przeoczenia. Ukształtowanie terenu, naturalna ekspozycja oraz możliwość kontroli okolicy sprawiają, że wzgórze Buczyna niewątpliwie zasługuje na dalszą uwagę.
Utożsamianie wszystkich anomalii widocznych gołym okiem na szczycie wzgórza wyłącznie z późniejszą, tj. XIX w. lub współczesną działalnością ludzką wydaje się wątpliwe. Choć odkrywki górnicze są tu wyraźnie widoczne - i najpewniej znacznie wcześniejsze niż eksploatacja węgla kamiennego w XIX i XX wieku - pozyskanie wapienia na samym czubku góry byłoby, delikatnie mówiąc, zastanawiające, zwłaszcza że surowiec ten dostępny jest również u samej podstawy wzgórza.
Klarownie zarysowane nasypy i wyrównanie wierzchołka również dla górników nie powinny mieć większego znaczenia - chyba że byli to masochistyczni esteci górnictwa. Rolnicy mogliby wykorzystać płaski fragment terenu, ale niewielka powierzchnia i słaba jakość gleby na terenie narażonym na wiatr i deszcze czyniły go średnio atrakcyjnym nawet dla desperata.
Choć nie ma podstaw, by z całą pewnością uznawać je za potencjalne stanowisko archeologiczne, a szczególnie trudno dziś określić jego chronologię, jest to niewątpliwie miejsce warte bliższego przyjrzenia się i osobistej wizyty.
Czy Wzgórze Buczyna jest już znane archeologom i historykom? Trudno przypuszczać, by tak osobliwe miejsce przez lata pozostawało całkowicie niezauważone przez kolejne pokolenia badaczy. Jednak również tej kwestii nie możemy dziś jednoznacznie przesądzić.