Co skrywa Czubatka w Rusocicach?
Wybierając się na piesze, rowerowe czy motocyklowe wycieczki na zachód od Krakowa, w pierwszej kolejności na myśl przychodzi położona na północy Dolina Prądnika i zatłoczony Ojców. Następne w kolejności są dolinki Parku Krajobrazowego Dolinek Krakowskich i rezerwatu Dolinek Jurajskich, a zaraz po nich — znacznie cichsze lasy Garbu Tenczyńskiego i znajdujący się na ich skraju zamek w Rudnie.
Położony najbliżej Wisły, a zatem nieco odróżniający się od wymienionych uprzednio rejon Rudniańskiego Parku Krajobrazowego, odwiedzany jest głównie przez rowerzystów za sprawą biegnącej wzdłuż rzeki ścieżki Wiślanej Trasy Rowerowej i Velo Metropolis.
Choć rejon ten ustępuje pod względem popularności obszarom położonym na północ, nie oznacza to, że jest mniej ciekawy lub gorszy. Wręcz przeciwnie — to obszar wręcz nafaszerowany ciekawostkami, które przeważnie umykają zainteresowaniu ogółu.
Nie może zresztą być inaczej, jeśli przez teren ten od co najmniej 10 tys. lat przedziera się królowa polskich rzek, pozostawiając po sobie dziesiątki stawów, wiślisk i wszystkiego, co jej wody ze sobą przyniosły.
Jako że Małopolska to najbardziej górzysty region kraju, rzeka od zawsze towarzyszyła wędrującym — kupcom, wojskom, ludom i zwierzętom. Po pierwsze doliny rzeczne stanowiły i do dziś stanowią swoiste autostrady przez góry, po drugie zapewniały — co dość naturalne — dostęp do wody i pluskających w niej ryb.
Skoro tak, rzeki i ich doliny od zawsze stanowiły niezwykle cenne „zasoby”, które warto było mieć pod kontrolą. Z tego też powodu praktycznie każdy większy ciek wodny przedzierający się przez małopolskie góry szczelnie obstawiają różnego rodzaju i chronologii grody, osady, twierdze i zamki. Najwyraźniej widać to oczywiście na przykładzie doliny Dunajca, ale i przy Wiśle nietrudno to zauważyć.
Szczególnie przy wrotach tzw. Bramy Krakowskiej — makroregionu, który, jak sama nazwa wskazuje, otwiera od zachodu drogę na Kraków. Tu, a dokładnie w „szczękach” Pomostu Krakowskiego, uwagę przyciąga nie tylko znana większości krakowian forteca, jaką jest Opactwo Benedyktynów w Tyńcu — najstarszy istniejący klasztor w Polsce — lecz także znajdujące się na przeciwległym brzegu piekarskie skałki. Wśród nich swoje grodzisko ulokował zapewne Konrad Mazowiecki.
Obiektem rzucającym się w oczy najbardziej jest jednak wzgórze Grodzisko, które — jak to przeważnie bywa — swą nazwę wzięło od założeń chętnie lokowanych na wzniesieniach o nieodzownych walorach obronnych. Góra Grodzisko, zwana też Wzgórzem Klasztornym, ze względu na swoją wybitność, bardzo strome zbocza oraz bezpośrednie położenie przy Wiśle wręcz musiała przyciągać trafiających w to miejsce ludzi.
Nie dziwi zatem fakt, że grodzisko położone na szczycie góry uznaje się za główne — lub jedno z głównych — założeń ludności zaliczanej do tzw. grupy tynieckiej, czyli najprawdopodobniej Celtów.
Na zachód
Podróżując wraz z nurtem królowej polskich rzek, kolejnym obiektem, który bez wątpienia stanowił ważny punkt na trasie, było nieodległe Wzgórze Wawelskie. O jego znaczeniu mówi nie tylko znany z historii gród i istniejący do dziś Zamek Królewski, lecz także — a może przede wszystkim — charakterystyczne położenie pośrodku już nieistniejących rozlewisk rzeki.
A jakie obiekty pomagały kontrolować szlak od zachodu? Odpowiedzi na to pytanie odnoszą się głównie do późnego, ukochanego przez większość, średniowiecza — to, co było wcześniej, pozostaje domeną archeologów. I tu pojawia się problem. Z bardziej lub mniej uzasadnionych powodów dostęp do informacji bywa w tym przypadku, delikatnie mówiąc, utrudniony.
W przypadku obiektów, których źródła pisane z oczywistych względów nie obejmują, a po których pozostały jedynie rozpoznawalne przez nielicznych dołki i pagórki lub równie ulotne wspomnienia dawnych mieszkańców, identyfikacja lokalizacji domniemanych stanowisk nie jest łatwa — i bez kosztownej, czasochłonnej wizji terenowej bywa praktycznie niemożliwa.
Pomoc w rozpoznaniu ulotnych form ziemnych i ziemno-drewnianych przynieśli lotnicy, wyposażeni najpierw w aparaty fotograficzne, a dziś w całą gamę aparatury, w tym „magiczne” połączenie teleskopu z laserem. Co najważniejsze w kontekście zbliżającego się głównego tematu wpisu — wyniki tych badań są od pewnego czasu dostępne każdemu zainteresowanemu.
Wzgórze Sokola
Nie mogąc doszukać się żadnych informacji o rozpoznanych stanowiskach obronnych w dostępnej literaturze, publikacjach gminnych czy serwisach tematycznych, pozostało prześledzić całą trasę od Tyńca po ujście Skawy do Wisły z wykorzystaniem widoku uwydatniającego rzeźbę terenu.
I tak, po minięciu ulokowanego na wydatnym wzgórzu Czernichowa — pod którego zabudową zapewne zalegają pozostałości minionych epok — dotarliśmy do Rusocic. Miejscowości położonej tuż przy starym wiślisku, wręcz spychanej przez wody i mokradła starorzecza na północ.
Woda — czyli pierwszy z głównych składników „przepisu” na gród, zamek lub ważną osadę — już jest.
Oprócz zakoli rzeki i korzystających z pozostawionych przez nią osadów żwirowni, w miejscowości znajdziemy także niewielki kamieniołom wapienia wraz z wapiennikiem, których w tej okolicy nie brakuje. Nie brakuje tu również śladów gości z zachodu — Niemców, którzy zaznaczyli swoją obecność linią umocnień złożoną z licznych okopów oraz Kochbunkrów.
Nad całą okolicą góruje natomiast krzyż pamiątkowy, ulokowany na ostańcu zwanym Czubatką. Skoro mamy odkrywkę wapienia i ostaniec, naturalnie musi tu być także wzgórze — a jeśli tak, mamy drugi główny składnik „przepisu” na grodzisko.
Grodzisko?
Dostęp do wody, dolina rzeki wijącej się pomiędzy wzgórzami — a zatem ważny szlak przemieszczania się ludzi i zwierząt — oraz wzniesienie o naturalnych walorach obronnych. Więcej zachęt nie trzeba.
Co ważne, południowy stok Góry Sokola zakończony jest niezwykle stromym urwiskiem. Cieniowi rzucanemu przez nie dorównuje jedynie ten z pobliskiego zrębu tektonicznego Kajasówki oraz wspomnianej już Góry Grodzisko w Tyńcu.
Zachęt do dalszego „scrollowania” i przyjrzenia się wzgórzu zatem nie brakowało — szczególnie że miejsce to zwraca uwagę każdego, kto zapuszcza się w ten rejon, i wzbudzało ciekawość jeszcze przed upowszechnieniem danych LiDAR.
Po przybliżeniu widoku na mapie, tuż obok krzyża pamiątkowego i kamieniołomu, na wzgórzu rysują się wyraźne wzniesienia. Ich charakter trudno pomylić z działalnością natury czy typowymi pozostałościami po gospodarce rolnej — te zresztą widoczne są w innych partiach góry.
Po analizie map przyszedł czas na amatorską kwerendę. W ruch poszły książki, serwisy tematyczne, atlasy grodów, Gminna Ewidencja Zabytków, plany zagospodarowania, prognozy środowiskowe, opracowania geomorfologiczne oraz bazy Muzeum Archeologicznego w Krakowie i Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Cisza. Pustka.
Nasypy
Po dotarciu na skraj domniemanego grodziska okazało się, że wały są nie tylko wyższe, niż wydawało się na mapie, lecz także — w przeważającej części — zbudowane najpewniej z lokalnego wapienia. Z jednej strony wskazuje to na działalność człowieka, z drugiej sugeruje, że jeśli byłoby to grodzisko, musiałoby być znaczące.
Ciekawie prezentuje się również zagłębienie widoczne na LiDAR-ze i dochodzące do zewnętrznego wału. W terenie okazało się ono dość wyraźnym wysiękiem, którego wody szybko znikają w szczelinie skalnej pod nasypem. Trudno dziś rozstrzygnąć, czy jest to forma w pełni naturalna, antropogeniczna, czy może naturalna, lecz antropogenicznie przekształcona.
„Nowe” grodziska i WUOZ
Znane są przypadki stanowisk archeologicznych rozpoznanych dopiero w ostatnich latach. Dlatego zamiast spekulować, warto było skierować zapytanie do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie. Lepiej dmuchać na zimne i zgłaszać wątpliwości, niż biernie obserwować potencjalną degradację obiektu.
Warto przy tej okazji wspomnieć o grodzisku w lasach Zagórska, które odnotowane już lata temu i przez długi czas uważane za oczywiste ze względu na jego wyraźne położenie, okazało się obiektem formalnie potwierdzonym dopiero w latach 2018-2019.
Informacja o kolejnym nowo zidentyfikowanym grodzisku, położonym w centrum Lasów Włodawskich, ukazała się dokładnie w dniu omawianej wizyty w Rusocicach. Oznacza to, że możliwość odkrycia lub „odkurzenia” zapomnianych śladów historii wciąż pozostaje jak najbardziej realna.
To nie koniec
Czy jest to faktyczny gród, osada obronna, obiekt powiązany z królewskim Kamieniem, czy może jedynie złudzenie?
Jedno jest pewne — w okolicy nie brakuje anomalii terenowych, które aż proszą się o dokładniejsze rozpoznanie. I wiele wskazuje na to, że prędzej czy później staną się one pretekstem do kolejnych terenowych wycieczek i materiałów.